Poczułem jak coś mną niemile terpie, jakby chciało ramie urwać, a potem coś wesoło jebło. Warknąłem zirytowany, otwierając niemrawo powieki i rozglądając się zaspany. Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, było miejsce, w którym się znajdowałem. Czyli ta sama kajuta, w której spędziłem ostatnią noc. Nq biurku walały się ołówki, zapisane kartki, jak i te czyste również, oraz pierdyliard map. Tuż obok biurka, na podłodze, leżały zgniecione, papierowe kulki. Wraz z kulkami dwa połamane ołówki. W końcu na czymś trzeba się wyżyć, gdy jest się samemu.
Kątem oka zerknąłem na okno, przez które wpadały ciepłe promienie słoneczne i tworzyły na panelach jasne plamy. Jak zwykle było ciepło. Niedobrze.
Po chwili zdecydowałem się podnieść z siedzenia i wyjść z kajuty. Jęknąłem jednak cicho, gdy nierozprostowane kości dały o sobie znać. Szybko uporałem się z tym problemem i ukazałem się światu.
- Co jest? - spytałem od razu na wejściu, nie witając się z nikim. Nie miałem po prostu humoru. Czyli jak zwykle. Dzień dobry.
- Dopłynęliśmy na wyspę - odparł kucharz, opierający się o burtę. - Zaraz wychodzimy na ląd.
- Już? Nie za szybko? Co to za wys... - zawiesiłem się na chwilę, wyglądając poza statek na złocisty piasek rozciągający się w dole. Chwila. Ten piasek. Ta roślinnośc. To położenie. To... Musi być ta wyspa. Chociaż nigdy nie sądziłem, że wrócę na nią nie dostając rewolweru z jedną kulką.
- Więc... Schodzimy? - spytał ktoś po dłuższej chwili ciszy.
- Ta. Macie na drogę żyletki, w plecaczku kanapki z drutem kolczastym, a jako picie trutkę na szczury. Powodzenia [...]
Już od dłuższego czasu łaziłem bezczynnie po wyspie, szukając tego jedynego miejsca. Klnąłem co chwilę pod nosem, okładając rękami tutejszą roślinność w ramach wyładowania złości. Kiepsko mi jednak wychodziło, a cierpiały jedynie kwiatki.
- Gdzie to, kurwa, jest... - warknąłem, rozglądając się uważnie. Na pewno to musi być tu. W końcu to wyspa, której ostatnio stałem się gubernatorem. Znałem to miejsce jak własną kieszeń. No, ale czasami nawet w kieszeni może znaleźć się za dużo piasku.
- Mam cię... - usmiechnąłem się triumfalnie, pociągając za okrągłą kołatke, jakby wrośniętą w ziemię. Dało się słyszeć cichy trzask, a zawiasy puściły i klapa otworzyła się, ukazując głębokie wgłębienie w ziemi. Coś na wzór piwnicy. Wyciągnąłem z kieszeni zapałki i zapaliłem jedną, pocierając końcem o bok pudełka. Powoli, uważając, aby przypadkiem nie wyjebać orła, zszedłem na dół. Omijałem przy tym pajęczyny, machając rękami na oślep i mrużąc oczy, chcąciałem choć trochę przyzwyczaić je do ciemności.
- Jest rum - mruknąłem, wypatrując mnóstwo zakurzonych butelek. - Oraz są i notatki - sięgnąłem ręką po mały notes. Cały brudny, z kroplami krwi na okładce i gryzmołami w środku.
- Niektóre są sprzed paru lat. Pamiętam... - mówiłem sam do siebie, przekładając kartki. Wiedziałem, że kiedyś będę musiał to sobie przypomnieć...
poniedziałek, 26 maja 2014
~XIV~ Ta wyspa
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz