poniedziałek, 26 maja 2014

~XII~ Nirvana

[ jestem spokojnym, pierdolonym kwiatem lotosu na tafli jeziora. Nirvana. Wagon pełny Tybetańskich, medytujących mnichów. Amen. ]

Rzuciłem Bogu ducha winnym ołówkiem o ścianę, na której roztrzaskał się w pół, na dwie części, które oddzieliły się od siebie i spadły na ziemię z głuchym, niezidentyfikowanym dźwiękiem.
- Ja pierdole... - warknąłem, spoglądając kolejny i chyba ostatni raz tej nocy na mapę. Nie miałem już ani odrobiny siły na dalsze studiowanie kontynentów i obliczanie szerokości i długości geograficznej. Nie mogłem wykrzesać z siebie nawet ani kszty ochoty. To wszystko tak bardzo nie miało sensu, że sam nie wiedziałem, co mam myśleć na ten temat. Perła po raz kolejny samoistnie zmieniła kierunek, płynac teraz na południowy zachód. Czyli w zupełnie odwrotną stronę, niż na wyspę, gdzie dotąd się kierowaliśmy. Tam mieliśmy wszystkie nasze zapasy, składowane do tej pory. Cały dzisiejszy dzień stałem przy sterze, chcąc nawrócić statek na dobrą stronę, jednak nicz tego nie wyszło.
- Co się dzieje... - mruknąłem, pocierając pulsujące skronie. A co, jeśli statek wyczuł, że to ja nie jestem jego kapitanem. Znając życie, będzię się chciał mnie pozbyć. Przykro mi, nie tak szybko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz