Niebo z wolna zmieniało swój naturalny, błękitny kolor, na płonący szkarłat pomieszany z pomarańczą. Zjawisko to widziane było wtedy, gdy nadejść miała jedna z jedynych godzin, kiedywreszcie zrobi się spokojniej. Delikatne obłoczki mknęły sobie powoli, tknięte ledwo co wyczuwalnym podmuchem wiatru, który dzisiaj na szczęście nie sprawiał kłopotów. Tłum ludzi począł znikać z ulic, chcąc schować się w swych domostwach zanim jeszcze cień nocy przejmie swe panowanie. Jedynie w gospodach nadal dało sie słyszeć głośne rozmowy, śmiechy, przekleństwa, oraz charakterystyczne dźwięki tłuczonego szkła. Czyli to, co margines społeczeństwa lubi najbardziej i gdzie najbardziej lubi przesiadywać. Pijaństwo było na porządku dziennym i chyba każdy mógł zgodzić się z twierdzeniem, że mianem największych pijaków oskarża się właśnie piratów. Czyżby tylko piratów?
- Co za nonsens... - mruknąłem pod nosem, możliwie wygodnie rozkładając się na mostku tuż przy porcie. Ciemny kapelusz przysłaniał mi widoczność na świat, spadając na naturalnie opaloną twarz. W zębach gryzłem zmiętolone już źdźbło trawy, które po chwili złamało się w pół, nie nadając do użytku, a ja wyplułem je z ust. Dzień dziś należał do wybitnie nudnych, toteż opierdalanie się przy porcie i wsłuchiwanie w przygłuszony szum morza było jednym z najciekawszych rzeczy do roboty. No, może oprócz obserwowania strażników, których zadaniem było doglądać statków, aby nikomu przypadkiem nie przyszło na myśl ukraść jakiegoś. Ukraść? Pff... Kto byłby taki głupi... Oprócz mnie?
Po dłuższej chwili bezczynnego siedzenia, w końcu zdecydowałem ruszyć dupe. Zeskoczyłem ze swojego dotychczasowego siedzenia i rozprostowałem dotąd nieruchome kości, które zatrzeszczały cicho. Zmrużyłem delikatnie oczy, gdy odsłoniwszy kapeluszem twarz, moje oczy zaatakowały ostatnie promienie słoneczne. Przeklnąłem cicho pod nosem, osłaniając dłonią czoło i rozglądając się wokoło. Ludzi coraz mniej, jednak nie tyczyło się to straży portowej. Czy oni, kurwa, życia nie mają?
Wolnym krokiem ruszyłem w stronę najbliższej gospody. Przy okazji rozglądałem się przy tym ciekawie, gdy nagle mój wzrok napotkał przybity do spruchniałem belki list gończy. Zrobiłem gwałtowny zwrot i podszedłem do ów plakatu, który bez ceregieli przedstawiał moją mordę.
- Mam aż taki duży nos? - prychnąłem, w duchu śmiejąc się z tych idiotów, który nazywają siebie marynarką. Długo idzie im coś szukanie mnie i łapanie, a i wsadzeniu do pierdla to nie wspomnę. Mi to na rękę.
"Poszukiwany Shi no Tenshi. Martwy lub żywy. Wysokie wynagrodzenie."
Westchnąłem cicho, jeszcze przez chwilę spoglądając na swój własny portret, aż w końcu zbliżywszy się do gospody, pchnąłem mocarne drzwi, które uległy i rozwarlwy się na oscież.
Już na początku uderzył mnie głośny, wszechobecny hałas. Powietrze w budynku przesiąknięte było zapachem tytoniu, oraz alkoholu. Wszystko tu było skrajnie zepsute. Tak samo jak i ludzie, którzy tu przychodzili.
Podszedłem do baru, po czym zasiadłem a jednym z wysokich krzeseł. Uniosłem wzrok ku górze, poprawiając kapelusz, aby móc lepiej spojrzeć na wysoką, skąpo ubraną dziewczynę o czarnych, nieprzenikliwych oczach i burzy ciemnych loków na głowie.
- To, co zawsze... - rzekłem krótko, a barmanka kiwnęła tylko głową.
- Dawno cię tu nie było. Jakieś interesy? - spytała po chwili zaczepnie, stawiając przede mną kufel z napojem procentowym.
- Interesy? - uniosłem lekko jedną brew. - Cóż, owszem. Jednak nie jestem tu na miłych pogaduszkach.
- Jak zawsze - usmiechnęła się pod nosem.
- Statek niewolników. Wypływa dziś na wyspe upadłych aniołów. O której?
Dziewczyna nachyliła się nad barem, opierając łokcie o blat, po czym szeptem syknęła do mojego ucha:
- Za godzinę. Nie spóźnij się - przejechała delikatnie palcem po moim policzku, z powrotem wracając na swoje miejsce. Kiwnąłem tylko lekko głową, jakby było to oczywiste i sam wstałem z miejsca. Poprawiłem kapelusz, ostatni raz lustrując pomieszczenie krytycznym wzrokiem, aż w końcu zdecydowałem się je w końcu opuścić.
Słońce prawie całkowicie zaszło już za linię horyzontu. Jedynie pojedyńcze promienie czasami zdołały ostatni raz musnąc czyjeś powieki, zanim znikły. Statek przy którym stałem nazywał się "Ulotna Dusza" i to on miał za zadanie przewozić niewolników na wyspę, gdzie następnie zostali straceni, badz zostawiani na pastwę losu, gdzie pożerały ich dzikie bestie, bądź umierali z głodu. Słyszałem, jak ktoś krzyczał niezrozumiałe mi słowa, oznajmiając reszcie swoje zadania. Każdy śpieszył się jak mógł, chcąc zdążyć na swoją kolei i możliwość wejścia na statek. Wszechobecny chaos był tak przytłaczający, że przez chwilę nawet pomyślałem o tym, aby spierdolić stąd jak najdalej. Szybko jednak rozwiałem wątpliwości, gdy wreszcie dane było mi wejść na pokład.
Statek nie różnił się niczym od pozostałych, pospolitych. Trójżaglowiec z nierówno pomalowanymi deskami, których farba powoli wyblakała. Wszystko, chociaż niby nowe - wydawało się jakby miało co najmniej z tysiąc lat.
- Ej, ty tam! - ktoś krzyknął i po chwili zorientowałem się, że krzyczy właśnie do mnie. Warknąłem cicho pod nosem, ukrywając swoją irytację, po czym zachowując znudzony wyraz twarzy, odwróciłem się w stronę idącego do mnie mężczyzny.
- O co chodzi? - spytałem, poprawiając kapelusz.
- Ty pewnie jesteś tym od inspekcji ładunku, mam rację?
Nie myśląc nic więcej, kiwnąłem głową. W końcu nie musiałem sam wymyślać przekrętu, kim jestem i co tu robię. Jak do tej pory los mi sprzyja.
- Więc marsz pod pokład! - warknął, świdrując mnie morderczym wzrokiem i tocząc z pyska piane. Kolego, to się leczy. Długo i kosztownie, kurwa.
Wykonałem powolny zwrot w drugą stronę, krok po kroku przybliżając się do niewielkich, drewnianych drzwi prowadzących pod pokład. Chwyciłem za klamkę, po czym nacisnąłem dźwignię, która zaskrzypiała głosno i niemiłosiernie. Tak, ten statek to jednak gówno.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to... Właśnie, nic nie rzuciło mi się w oczy, oprócz całkowitej ciemności. Byla ona tak gęsta, że nie widziałem nawet swojej szabli przypiętej do pasa, z którą praktycznie w ogóle się nie rozstaje. Po omacku więc zacząłem macać ściany
w poszukiwaniu jakiegoś światła. Jakiegokolwiek. W końcu moje dłonie natrafiły na szorstki w dotyku materiał. Zmrużyłem delikatnie oczy, a w głowie i przed oczami pojawiało się tysiące obrazów wizji, co to może być. Zdecydowałem się jednak i szarpnąłem ów materiał, który okazał być się jedynie zasłoną. Do pomieszczenia wpadła spora ilość światła, która ożywiła nieco tę dziurę. Na podłodze rozlały się jasne plamy, w których wirowały drobinki kurzu, a cień skrył się nieco dalej.
- Chociaż tyle - mruknąłem pod nosem, rozglądając się po ułożonych w skrzyniach i pakunkach towarach. Wszystko wyglądało bardzo atrakcyjnie, toteż nie musiało przecież tak szybko zmarnować. W końcu ktoś musi to przetestować i sprawdzić czy jest trwałej jakości. A nie kto inny jak ja?
W ten dotarł do mnie przyciszony szmer. Coś jakby.. Szuranie łańcuchów po podłodze. Zdziwiony wolnym krokiem zacząłem zbliżać się do najciemniejszej części pokładu. Dokładniej tam, skąd pochodziły odgłosy. Chcąc zobaczyć coś więcej, zgarnąłem z pułki lampe naftową. Wyszukując w kieszeni płaszcza pudełko zapałek, wyjąłem jedną z nich i magicznie sprawiłem, że lapma zaczęła świecić. Uniosłem ją nieco wyżej, chcąc rozświetlić półmrok panoszący się przede mną i powoli stawiałem kroki dalej, upewniwszy się wcześniej, że na nic nie wpadłem i nie wpadnę. Mój wzrok nagle przykuło coś dziwnego. Coś ludzkiego, skulonego w kącie jednej z cel. Człowiek? Słyszałem, że już od wielu lat statek ten nie przewoził niewolników. A więc jednak i ta plotka się nie sprawdziła.
Podszedłem nieco bliżej, stawiając lampe na podłodze tuż przy kratach.
- Więc czym jesteś? - spytałem obojętnym tonem, podpierając głowe na ręce. Postać obruszyła się delikatnie, zwracając głowe w moją stronę. Dopiero teraz mogłem przyjrzeć się dokładnie tej niewolnicy. Dziewczyna otóż miała bladą buźke o delikatnych, hiszpańskich rysach, "przyozdobioną" licznymi siniakami i zadrapaniami jak zarówno reszta jej ciała. Na twarz i policzki opadały kosmyki kiedyś białych, teraz brudnych i posklejanych krwią włosów sięgających ramion. Duże, opuchnięte oczy okalane długimi rzęsami. Na sobie miała jedynie potarganą, błękitną sukienke. Obraz nędzy i rozpaczy.
- Kim ty... Jesteś... - wypowiedziała ochrypniętym głosem.
- Kim ja jestem? Raczej kim TY jesteś... Niewolnikiem? Świetnie się składa - powiedziałem, zanim dziewczyna zdążyła wejść mi w słowo. - Mam nadzieję, że przypadnie ci do gustu mój statek..
sobota, 24 maja 2014
~II~ Shi no Tenshi
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz