Nie wiedziała co powiedzieć, miała nadzieję na wolność a zamiast tego nadal jest niewolnicą tylko na innym statku. Pan w ciemnym kapeluszu uśmiechnął się podle i gwałtownie szarpnął ją za włosy zmuszając do wstania.
-Gotowa na sprzątanie pokładu? Miejmy nadzieję...
Szarpnął ją za ramię i wyprowadził z ładowni. Oczywiście zaczął kląć na wszystko gdy uderzył się głową o wiszącą lampę naftową. Jaka szkoda...
Ludzie nawet na nich nie spojrzeli gdy wymykali się po cichu. Minęli kilka innych statków, gospodę, kilka domów.
W świetle księżyca malował się cień ogromnego statku. Miał zwinięte żagle i delikatnie kołysał się na falach. Wyglądał jak zwykły statek... Tylko ludzie... Bez ceregieli gdy tylko weszli po kładce na pokład wrzucił ją do ładowni.
-Witamy w nowym domu... Do rana ładownia ma błyszczeć...
Zatrzasnął za sobą małe drzwiczki, które wydały z siebie nieprzyjemny skrzyp. Dziewczyna opuściła głowę i nie wypowiedziała ani jednego słowa. Białe kosmyki opadały na twarz. Dopiero po chwili powiedziała cicho:
-O Bogini Kalipso... Powiedz co mam zrobić...
czwartek, 22 maja 2014
~III~ "O Bogini Kalipso..."
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz