Obudziłem się dzisiaj dość wcześnie. Za wcześnie. Zbyt wcześnie. I o wiele wcześniej, niż zwykle. Na początku naszła mnie nawet ochota, aby pierdolić wszystko i iść spać dalej. Los jednak nie jest dzisiaj po mojej stronie, gdyż uporczywe słońce od razu zaatakowało mnie w ślepia robiąc niemiłe "suprajs mada faka". Taaa... Więc...
- Jak ja, kurwa, nienawidzę poniedziałków - wyjęczałem ochryple, przewracając się na drugi bok. Poniedziałkowy poranek w stylu: jestem marudnym dzieckiem, a mama zabrała mi słodycze. Czułem, że dzisiejszy dzień nie będzie należał do najmilszych. Zwłaszcza, że na całym statku cuchnie zgniłym mięsem. Jeśli ktoś znowu zapomniał posprzątać po zabawie, to wydłubie mu oczy i wsadzę głęboko do gardła, aby mógł zobaczyć swoje wnętrzności. Dzień dobry.
Chcąc, nie chcąc - i tak zwlokłem się z łóżka. Po parominutowym ogarnięciu się, które pewnie jak dla mnie trwało wieki, wypełzłem ze swojej kajuty ukazując światu me niecne oblicze. Słońce napierdalało dzisiaj równo po oczach, nie dając ujrzeć nic przed sobą, ani chociaż dobrze się przypatrzeć. Nic, tylko wszędzie ładna pogoda. Czemu chociaż raz w życiu nie może popadać? Przecież deszcz jest fajny.
- Co się tu, kurwa, dzieje? - spytałem very kulturalnie tuż na wejściu. Wszyscy otoczyli kółeczkiem jakieś coś leżące na ziemi i podziwiające niebo z podłogi. Przepchałem się przez milczący tłum i spojrzałem na zmasakrowane truchło, leżące na ziemi. Od razu poznałem w nich jednego z nawigatorów. Z wydłubanymi oczami, naciętą skórą, ozdobionego ślicznie krwią. Któż mógł mieć taki gust?
- Kto to zrobił? - zadałem podstawowe pytanie. Liczni i nieliczni pokręcili tylko głowami, patrząc po sobie z widoczną niewiedzą. - Nie wiecie, że sprząta się po sobie? - dodałem po chwili, wzdychając ciężko. - Sprzątnijcie to, nim ulegnie tu rozkładowi.
Ostatni raz rzuciłem okiem na truchło, aż w końcu podszedłem do steru. Sięgnąłem dłonią do kieszeni płaszcza, gdzie napotkałem okrągły kształt, który był kompasem. Wyjąłem go, zawieszając w powietrzu na dłoni tuż przed samą twarzą. Zmrużyłem delikatnie oczy, spoglądając w niego z czystą ciekawością i z czystym zamyśleniem.
- Nawet ty nie masz dzisiaj humoru? - mruknąłem, wzdychając zrezygnowany. Zamknąłem małą klapkę, wrzucając go ponownie na swoje miejsce. - Przyprowadźcie ją.
Dwóch mężczyzn kiwnęło tylko głowami, znikając na chwilę w ładowni. Nim zdążyłem się zorientować, popchnęli białowłosą niewolnicę tak mocno, aż ta upadła na podłogę, wydając z siebie bolesny jęk.
- Ją też mamy wywalić za burtę?
- Nie... - odparłem po chwili. - Skoro już tu jest, to musi się do czegoś przydać.
- Zgwałcimy ją?
- Spalimy?
- Wykorzystamy seksualnie?
Uniosłem lekko jedną brew, spoglądając na nich jak na debili. Widząc moją minę, wydali z siebie zrezygnowany jęk.
- Chodziło mi o szorowanie pokładu, zboki - mruknąłem, podpierając głowę na ręce. Po chwili jednak przeniosłem swój wzrok na dziewczynę, zastanawiając się, kim tak naprawdę jest i co tu robi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz