środa, 30 lipca 2014

~XX~ I Ja! Kapitan Jack Sparrow!

Kraken...
Zmarszczyłem czoło, opierając dłonie o burtę. Do moich uszu dochodziły wciąż to nowe dźwięki, tym razem pochodzące z otchłani mórz. Wzburzone fale natarczywie uderzały o dziób statku, jakby chciały go zmiażdżyć. Pod stopami czułem lekkie kołysanie, gdy mój wzrok wędrował tymczasem daleko, gdzie na powierzchni wody dryfowały pokruszone deski, zwęglone już przez ogień, a nawet ludzkie ciała, bądź ich nienaturalnie wykręcone części.
- Co teraz? Przypłynie tu i zabije nas!
- Musimy coś zrobić!
Usłyszałem za sobą podniesione głosy, które z każdą chwilą próbowały przekrzyczeć siebie na wzajem. Westchnąłem ciężko, po czym odwróciłem się szybko, spoglądając na wszystkich.
- Płyniemy do najbliższego lądu - oznajmiłem, sam schodząc pod pokład. Poczułem, jak ogarnia mnie przyjemny chłód bijący od ścian, a w uszach rozbrzmiewa cicha melodia wygrywana przez fale bijące w podłogę. Szybkim krokiem przeszedłem niewielki korytarz i znalazłem się w kajucie. Omiótłszy wzrokiem pomieszczenie, złapałem za mój notatnik, oraz kompas, który leżał w szufladzie. Ostatni raz spojrzałem na mapę leżącą na stole, po czym opuściłem kajutę...
     Jako pierwszy postawiłem stopę na złocistym piasku jednej z wysp, która wcześniej malowała się na horyzoncie. I jako jedyna mogła zostać przez nas zbadana... Inne albo były zasiedlone, albo nie dało się do nich dopłynąć. Jednym słowem - kraken i jego zabawa w podtapiacza. W końcu wyszło się z otchłani po tysiącu lat to trzeba zaszaleć.
- Coś mi tu nie pasuje.. - mruknąłem pod nosem, rozglądając się po zewnętrznej części wyspy. Niby wyglądała normalnie. Piasek, palmy, liście, woda, muszelki, rybki, jebane kraby. Coś było jednak nie tak...
   Kątem oka spojrzałem w stronę statku, gdzie na stały ląd raczyła zejść Bezimienna w towarzystwie swojego wielkiego obrońcy Jimmy'ego. Prychnąłem cicho pod nosem, wywracając oczami. Jeśli mu się tak podoba to mogę dać mu kluczę do zapasowej kajuty. Jestem bezproblemowym człowiekiem.
- No, teraz możemy iść ogarniać wyspę! - Billy klasnął wesoło w dłonie, a na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech osoby skrajnie szczęśliwej.
- Stój - powiedziałem beznamiętnie, nie racząc go spojrzeniem. - Nie sądzisz, że coś tu jest nie tak?
Chłopak spojrzał się na mnie z widocznym zdziwieniem i zamrugał kilkakrotnie oczami. Widocznie próbował odgadnąć moje myśli, jednak jakoś marnie mu to wychodziło i w końcu zrezygnowany wzruszył ramionami.
- Co ma niby być nie tak? - burknął pod nosem. Chciał coś jeszcze dopowiedzieć, jednak wyprzedził go głuchy odgłos strzału. Kula z prędkością światła przeleciała tuż obok głowy Billy'ego i wbiła się w deskę, która wydała z siebie cichy trzask.
   Błyskawicznie wyjąłem zza płaszcza rewolwer, który wycelowałem w pierwszą, lepszą osobę, którą napotkałem na swojej drodze.
- Elizabeth Swann - mruknąłem, a na moich ustach pojawił się kpiący uśmieszek.
- Shi no Tenshi...
- Davy Jones...
- William Turner...
- I Kapitan Jack Sparrow! - uśmiechnął się szeroko i poprawił wąs. - Czyli ja we własnej osobie.
Wywróciłem oczami, nadal jednak nie opuszczając broni... Z resztą jak cała pozostała czwórka. Nikt nie odezwał się jednak słowem. Jedynie rzucaliśmy sobie na wzajem wrogie spojrzenia, co jakiś czas zmieniając obiekt celów. Gdy jednak krępująca cisza zaczęła nam doskwierać, opuściliśmy nieco rewolwery i zaczęli głośno śmiać, jakby ta scena była tylko kpiną i niezłym żartem.
- Dobra, koniec zabawy - warknąłem, znów podnosząc broń do góry... Jak cała reszta oczywiście. Moja mina znów nie wyrażała nic, poza obojętnością.. i może lekkim zirytowaniem tym wszystkim.
- Tenshi, kope lat! - nagle do moich uszu dotarł znajomy, kpiący głos. Odwróciłem wzrok w tamtą stronę, gdzie moje oczy napotkały na obślizgłą postać Jonesa.
- Matka natura nadal poskąpiła ci w urodzie? - uśmiechnąłem się podle.
- A gdzie moje dusze, co? Parszywy kłamco?! - warknął, wymachując mackami na lewo i prawo, co dodawało temu wiele... uroku. Naprawdę...
- Dusze? Jakie dusze? - udałem zdziwionego. - Może porozmawiajmy...


                                         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz