Przekręciłem głowę w bok, uniemożliwiając uporczywym promieniom słonecznym wniknięcia do moich tęczówek. Dzisiaj jak na złość piekło ono niemiłosiernie i nie dawało nawet zmrużyć oka na kwadrans. Co rusz budziłem się, wyrywany ze snu jak z błędnego amoku i powracałem do szarej rzeczywistości przypominając sobie wydarzenia sprzed paru godzin, które niczym złe fatum powracały do mnie i zalewały mnie nie przyjemną falą zimna.
Westchnąłem ciężko i chcąc, nie chcąc, zostałem zmuszony do przerwania błogiej sielanki i podniesienia swych doczesnych zwłok z materaca. Po tym, co wydarzyło się niemal parę godzin temu, nadal w głowie huczał mi donośny głos Jim'a. Tego idioty, który nie dość, że kłamał, to jeszcze krył tą dziewczynę. Dziewczynę, która w tym momencie leży nieprzytomna, ozdobiona kroplami własnej, zaschłej już krwi. Kogo by to jednak obchodziło? Na pewno nie Shi no Tenshiego. Nie mam uczuć, nie potrafię kochać, współczuć, czy cieszyć się. Kiedyś potrafiłem. Potem wmówiono mi, że są to jedynie zbędne dodatki do życia codziennego, które sprawiają, że ludzie traktują cię jak jednego ze swoich. Ja już dawno przyzwyczaiłem się do tego, że nikt nie traktuje mnie jak człowieka. Kogoś, z kim można normalnie porozmawiać. Przyzwyczaiłem się...
- Nie jest z nią dobrze. Coś długo nie chcę się wybudzić.
W ten usłyszałem przytłumiony odgłos jednej z rozmowy, która toczyła się na korytarzu tuż za drzwiami. Zainteresowany, cichym krokiem zbliżyłem się do drewnianej bariery, która dzieliła mnie od dwójki piratów. Oj, mamo. Wiem, że to nie ładnie podsłuchiwać.
- Wiem. Szlag by trafił jego i te pieprzone "rządy" - prychnął mocno słyszalnie i kopnął w przeciwległą ścianę.
- Gdybym mógł, to dawno bym odszedł.
- Więc czemu tego nie zrobisz? Sam zastanawiam się nad tym. Dlaczego by po prostu nie odejść. Nic nas tu nie trzyma!
- Owszem. Weź jednak pod uwagę sam fakt, że ten sukinsyn ma układy z Jonesem. Kto wie, jakie. Nie jest kimś bez czarnej historii, tak samo, jak i my.
- Tak samo, jak i my - westchnął. Potem rozmowa ucichła, nie słyszałem już nic. Być może zorientowali się, że nie są sami, a ktoś perfidnie wyłapuje każde ich słowo, każdy szept.
Przewróciłem oczami i odszedłem od drzwi, postanawiając trochę się ogarnąć. Trochę, czyli w tym wypadku przeczesać palcami krucze włosy i nałożyć coś na siebie. Rutyna przemawia do mnie każdego dnia, a ja potulnie jej słucham.
Zimna woda, której krople znalazły się na mojej twarzy, zdołała rozbudzić mnie do reszty, Zamrugałem kilkakrotnie oczami i spoglądnąłem w niewielkie lustro.
- Jebać to - skwitowałem i wyszedłem z kajuty. W chwilę potem poczułem jak owiewa mnie dość przyjemny, ciepły wiatr. Wplątał się w kosmyki włosów, układając je na swój artystyczny sposób. Taki artyzm bez artyzmu. Zawsze tak było.
Rozejrzałem się po pokładzie, chcąc ogarnąć wzrokiem wszystko, co napotkam na swojej drodze. Ku mojemu zdziwieniu, dzisiaj wszyscy pracowali w zupełnej ciszy. Każdy wykonywał swój obowiązek, nie odzywając się słowem do nikogo. Gdyby zastanowić się nad tym dłużej, mi to nawet na rękę. Przynajmniej nie muszę wysłuchiwać ich ciągłego narzekania na wszystko i wszystkich dookoła. A w szczególności na moją osobę, którą wprost uwielbiają.
- Kapitanie..
Nagle tuż za sobą usłyszałem lekko drżący i niepewny głos. Odwróciłem się, mierząc wzrokiem pokładowego informatora. Moja mimika twarzy ani na chwilę nie zmieniła się, ukazując jedynie względną obojętność i jakże ciekawe zainteresowanie tym wszystkim. Gestem więc nakazałem mu, aby kontynuował swoją mowę, którą sam sobie przerwał.
- Jeśli chodzi o zapasy, są w normie. Niedługo wypłyniemy na głębiny. Powinniśmy wykazać się szczególną ostrożnością, zwłaszcza, że nie mamy żadnych informacji o Krakenie.
- Kraken... - wymruczałem pod nosem, widząc przed oczami obraz tego zbereźnego potwora. Na samą myśl o jego obślizgłych mackach przypomniała mi się pewna osoba o równie parszywym obliczu. Właśnie, miałem zbierać duszę... Hm, potem się zrobi.
- Kapitanie!
- Czego znowu... - warknąłem, odwracając się gwałtownie w stronę jednego z piratów.
- Jakiś statek na horyzoncie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz