- Tenshi, Tenshi... - zaśmiał się Jones, torując mu drogę. - Naprawdę sądzisz, że puszczę cię stąd samego?
- Sądzę - uśmiechnął się krzywo, po czym postawił krok w bok, chcąc wyminąć pirata i tym samym zakończyć rozmawę. Dayvy szybkim ruchem zacisnął boleśnie szczypce na ramieniu czarnowłosego. Ten jednak ani drgnął. Zmierzył tylko mackowatego chłodnym wzrokiem, czekając, aż raczy się odezwać.
- Uwierz mi. Dopóki nie dostanę swojej zapłaty, ty staniesz się do tego czasu częścią statku.
- Głupszy, niż ustawa przewiduje - prychnął pod nosem Tenshi. - Skąd będziesz mieć pewność, że jednak nie uciekłem?
- Ja nie muszę mieć pewności. Ona będzię ją mieć - uśmiechnął się podle pod nosem, po czym gestem ręki wskazał na smukłą, kobiecą sylwetkę, która oparta o burtę przyglądała się obu.
- Ależ oczywiście, że dopilnuje.
Czarnowłosy zmrużył oczy, przez dłuższą chwilę z niedowierzaniem przyglądając się jej. Co ona tu robiła? Dlaczego właśnie ona... Kim była? W tym momencie ani trochę nie przypominała tej, która po raz pierwszy stanęła na jego statku.
Prychnął zły pod nosem, po czym wyminąwszy Jones'a - zniknął w kajutach.
sobota, 13 września 2014
~XXII~ Dlaczego ona...
czwartek, 4 września 2014
~XXI~ Pierwszy oficer
Patrzyła beznamietnie na ludzi przed nią.
-Więc... Tenshi... Gdzie moje dusze...?
Chłopak poprawił kapelusz i wzruszył ramionami jakby chodziło o coś niewielkiego.
-W takim razie... -kontynuował- co powiesz na taki układ... Ja biorę dziewczynę na pokład i masz miesiąc... Inaczej nie ma nawet cienia szansy, że ją odzyskasz...to jak?
-Nie ma mowy!
Załoga znacząco zaprotestowała, tylko Białowłosa stała nieruchomo, jakby była w swoim świecie. Mackowaty podszedł do niej i chwycił za ramię.
-Idziemy...
Pociągnął ją w stronę swojego statku.
***
Wepchnął ją do swojej kajuty. Dziewczyna w ostatniej chwili oparła się o organy. Wszystko było mokre i obślizgłe.
-W coś ty się wpakowała mała... Czemu to ten debil dowodzi Perłą?! -krzyknął uderzając pięścią w stół.
-...A co niby miałam zrobić, hę?! Ta dziwka Kalipso zmieniła mnie w niewolnicę!
-Nie mów tak o niej! Życie ci nie miłe?!
-Patrz jaka niespodzianka!
Patrzyła na niego z wyrzutem.
-Wiem, że możesz mi pomóc...zmień mnie...We mnie...
-W ciebie... -mackowaty zamyślił się - na razie ogarnij się, wykąp , przebierz... Wiesz gdzie co jest...
Wyszedł bez słowa. Stała, milcząc patrzyła na podloge, która nie wzbudzała zaufania. Jeden z owoców morza przyniósł jej ubrania, i nawet na nią nie patrząc położył je na stole.
***
-Trzymaj kurs... -powiedziała pewnym głosem wchodząc po schodkach. Czarne wysokie buty stukaly o pokład, ciemny płaszcz powiewal na wietrze a białe włosy związane w warkocz sięgały prawie do kolan. Poprawiła kremową koszulę.
-Nowy, huh?
Zerknęła na wystraszonego rudzielca. Ręce mu się trzęsły. Sprawiając, że ster kręcił się raz tak, raz tak. Załoga wymiotująca marchewką była mu wdzięczna.
-Nie trzęś się tak galareto... Ja cię nie zjem...Ale kraken...
Powoli przeniósł na nią wzrok, widziała ze panika powoli ogarnia jego ciało. Oczy zrobiły się większe. Z krzykiem wskoczył do morza. Ku uciesze załogi oczywiście. Zajęła jego miejsce.